język polskijęzyk angielski

Holewiński, Wacław

Holewiński, Wacław

Holewiński, Wacław

Rocznik 1956. Prawnik, wydawca podziemny (współtwórca "Przedświtu") i naziemny, internowany, a następnie (1984) aresztowany w stanie wojennym, recenzent książkowy "Gazety Polskiej", redaktor 1000 stronicowych "Dzienników" Krzysztofa Mętraka. Pisarz (członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich), autor czterech powieści: Lamentu nad Babilonem(książka września 2003 roku w Warszawskiej Premierze Literackiej, I wyróżnienie w Nagrodzie im. Mackiewicza przyznane 11 listopada 2004 roku), Za późno na modlitwę (2003), Przeżyłem wszystkich poetów (2004) Choćbym mówił językiem ludzi i aniołów (2005); wszystkie powieści ukazały się w wydawnictwie Prószyński i Ska. Recenzje jego książek m.in. w: "Nowych książkach", "Rzeczpospolitej", "Newsweeku", "Tygodniku Solidarność" "Życiu", "Czasie kultury", "Toposie", "Arcanach", "Nowym Państwie", "Wydawcy". Fragmenty jego najnowszej książki zatytułowanej Nie tknął mnie nikt można przeczytać w numerze 6(79) "Toposu", 61 "Arcanów", będą też drukowane w lipcowej "Odrze". DOd 2005 roku wiceprezes Oddziału Warszawskiego Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.

Dyfuzja

Gatunek sztuki
Kryminał
Obsada kobiet
Obsada mężczyzn
Postacie
burmistrz dość dużego miasta (Rolad), prostytutka (Fiona), sekretarka (Sara)
Szczegóły
2004

Zaczynać omówienie od pointy sztuki, to tak jak zdradzić na wstępie recenzji kryminału, kto zabił. W przypadku dramatu Holewińskiego ma to jednak niejakie uzasadnienie, gdyż zasadniczo zmienia naszą optykę, myślenie o bohaterach i przedstawionej sytuacji.
W didaskaliach już na samym początku pojawia się intrygujące zdanie w opisie miejsca akcji, zwykłego na pozór mieszkania: Nad drzwiami wejściowymi zawieszone dwa głośniki - powinny one być widoczne, ale tak, aby widz miał poczucie, że są jednym z wielu elementów dekoracji. Owe głośniki są niczym słynna czechowowska strzelba. I rzeczywiście wypalają. W finale rozlega się z nich damski głos, obwieszczający co następuje: Pacjenci ze wszystkich grup terapeutycznych proszeni są o powrót do swoich oddziałów. W dniu dzisiejszym, z powodu deratyzacji, stołówka będzie nieczynna. Obiad będzie rozwożony przez personel do sal. Bardzo proszę o zakończenie zajęć.

Wszystko zatem jest tu swego rodzaju "zwodem". Mieszkanie jest w istocie salą psychiatryka, zaś trójka bohaterów, charakteryzowanych kolejno jako "burmistrz dość dużego miasta" (Rolad), "prostytutka" (Fiona), "sekretarka" (Sara), okazuje się być pacjentami poddanymi psychoterapii. Co więcej, ich wstępna charakterystyka może też być "zmyłką". Określa bowiem przypisane w danym momencie role, nie zaś rzeczywistą tożsamość. W psychodramie wszystko jest możliwe, również zamiana ról, swoiste "wcielanie" się w kogoś innego w celu zrozumienia cudzych i własnych stanów psychicznych i zachowań w określonych sytuacjach. Można więc sobie wyobrazić, że w rzeczywistości np. Fiona była "burmistrzem", Rolad jej "sekretarzem", a Sara "prostytutką" lub też, że wszystkie te postaci - ofiary, dajmy na to psychoz społecznych - obsadzone zostały w rolach nieznanych im z autopsji, będących tylko swoistą projekcją określonych wyobrażeń o życiu publicznym, bo właśnie ten temat wybija się na czoło omawianego dramatu. 
Ale ta "nieostrość" postaci, odgrywanie "ról" stanowi też istotę działania scenicznego. Oto nim dowiemy się, że Rolad jest burmistrzem, objawia się on nam jako człowiek, który pod pretekstem seksualnej przygody ściąga prostytutkę Fionę, by przedstawić się jako morderca, a w końcu jej nieznany ojciec, zabójca matki. 

Ta wyrafinowana i perwersyjna gra psychiczna kończy się, kiedy Fiona ukazuje swoją prawdziwą twarz - nagrywającej całe spotkanie żurnalistki, prowadzącej w istocie dziennikarskie śledztwo w sprawie korupcji i przekrętów w urzędzie miejskim, a wykorzystującej "operacyjnie" słabość burmistrza do internetowych ogłoszeń towarzyskich. Sara, odgrywająca z początku rolę opiekunki chorego rzekomo na depresję Rolada, okazuje się jego sekretarką, jak wiele innych pracownic urzędu zwyczajnie przez niego molestowaną. 

W toku akcji wszyscy więc zdejmują maski, obnażają prawdę o sobie, pokazują rzeczywiste, niskie motywy swoich działań. Próżny, upojony władzą Rolad zrobi wszystko (wraz z wydaniem dziennikarce kwitów na swoją partię i najbliższych współpracowników), by nie utracić wywalczonej pozycji społecznej. Sara z pewnej siebie kochanki władczego burmistrza, w obliczu groźby ujawnienia jej romansu przeistacza się w słabą, załamaną kobietę, która nagle dostrzega, że zmarnowała swoje życie, także rodzinne. Fiona pod pozorem "dążenia do prawdy" skrywa "dążenie do kariery", którą pragnie zrobić za wszelką cenę, ukazując zarazem drugą,. "kurewską" stronę swojego zawodu. Ale jej zdemoralizowanie jest głębsze, ona także gotowa jest zdradzić siebie i swoją "misję dziennikarską", by poprzez szantaż i groźby wymóc na burmistrzu finansowe i polityczne ustawienie się w życiu. Przedstawicielka "czwartej władzy" w tym sensie niewiele się różni od innych "reprezentantów narodu", tworzących tzw. elity społeczno-polityczne.
Rzekło się wyżej, iż zasadniczym tematem sztuki są modelowe w dużym stopniu, karykaturalnie ukazane patologie życia społecznego. Reguły nim rządzące zdają się jednak - zdaniem autora - wynikać przede wszystkim z człowieczych słabości i na nich żerować, doprowadzając nawet przyzwoitych ludzi (np. Sarę) do rezygnacji z marzeń czy ideałów na rzecz zachowań niemoralnych, acz przynoszących rozmaite, doraźne korzyści. Holewiński nie ma złudzeń co do człowieka i jego wewnętrznej, duchowej kondycji. Właśnie człowiek, jednostka, a nie abstrakcyjne mechanizmy społeczno-polityczne, jest tu głównym źródłem zła i przedmiotem teatralnej terapii.  Jego "dom wariatów" nie jawi się więc tylko jako jakaś, znana skądinąd i wyeksploatowana przecież, metafora świata. Czy może być inaczej? Chyba nie. Kiedy do pewnego psychiatry przyszła pacjentka oznajmiając od progu: Panie doktorze, świat zwariował!, ten odparł bez wahania: To proszę przyjść ze światem.

omawiał Zdzisław Jaskuła

Znieczuleni

Gatunek sztuki
Dramat
Obsada kobiet
Obsada mężczyzn
Szczegóły
druk: Dialog 09/2004 (wraz z obszernym omówieniem ks. Andrzeja Lutra oraz Marka Karpińskiego i wywiadem z autorem)
Prapremiera
Teatr im. Juliusza Osterwy, Gorzów Wielkopolski, 2005-09-17

Każdy z trzech aktów sześcioosobowej sztuki Holewińskiego oparty jest w istocie na podobnym schemacie - schemacie przesłuchania. Członkowie rodziny (Syn, Córka i Matka), oskarżeni o zbiorowe ojco- i mężobójstwo konfrontowani są kolejno z trzema innymi postaciami, które z różnych powodów poddają ich procedurze "badawczej rozmowy".

Oto młodociany przestępca Lutek, osadzony w celi razem z Synem, także nieletnim, ograniczonym umysłowo dresiarzem-mięśniakiem z blokowisk, próbuje dokonać - trochę z ciekawości, trochę dla spędzenia czasu - swoistej wiwisekcji współwięźnia. 
Pani Psycholog z kolei z czysto zawodowego obowiązku "przesłuchuje" Córkę, zdeprawowaną, ale inteligentną dziewiętnastolatkę, aby sporządzić dla sądu jej portret psychologiczny. Wreszcie zrutynizowany Prokurator dokonuje przesłuchania (już bez cudzysłowu) Matki, prostej, nieumiejącej się bronić i bezradnej w tych okolicznościach kobieciny.

W trakcie owych dociekliwych przesłuchań wychodzą na jaw różne makabryczne szczegóły mordu, a także odsłaniają się rozmaite patologie życia rodzinnego.(alkoholizm, kazirodztwo, zdrada, przemoc) tkwiące u podstaw zbrodniczego czynu. Jednakże ani wątek, by tak rzec, "detektywistyczny", ani też elementy krytyki społecznej (łącznie z uwidaczniającą się tezą o "reprodukcji" zła) nie stanowią zasadniczego tematu sztuki. W polu zainteresowań autora znajdują się przed wszystkim relacje międzyludzkie, uprzedmiotowione i odhumanizowane, w jakie wchodzą ze sobą postaci dramatu, przesłuchujący i przesłuchiwani.
Celem  dociekliwych pytań Lutka nie jest bowiem ani zrozumienie Syna, ani ludzkie nim zatroskanie, lecz tylko takie "rozpracowanie" Kluchy, jak przezwali mięśniaka koledzy, które pozwoli go zdominować  fizycznie słabszemu "przesłuchującemu", uzyskać nad nim konieczną w warunkach więziennych przewagę. Poczucie wyższości kieruje też Panią Psycholog, która - co wyznaje - sama wyszła z "bidula" na prostą drogę. Minione cierpienia i złożone koleje losu Pani Psycholog przysłaniają jej obraz innego człowieka, dla którego (w tym przypadku dla Córki) ma tylko parę komunałów i bezpretensjonalnych recept na przyzwoite, tzw. normalne życie. Prokurator dąży na pozór do poznania prawdy i ustalenia faktów, ale w istocie chodzi mu tylko o zakończenie śledztwa, odwalenie roboty, a Prawo, które reprezentuje, staje się w jego rękach tylko bezdusznym narzędziem, łatwym do manipulacji i zarazem dającym poczucie siły i  dowartościowującym. 
To "znieczulenie" na innego cechuje też ofiary przesłuchań, ale w innym wymiarze. Ograniczenia umysłowe lub duchowe, wychowawcze i społeczne, przyjęte wreszcie bezkrytycznie normy i stereotypy obowiązujące w najbliższym otoczeniu -nie pozwalają im na właściwy osąd swojego czynu. Najinteligentniejsza z oskarżonych, Córka, chroni się przed poczuciem winy za maską cynizmu, kryjącą jednak złożoności psychiczne i prawdziwe motywacje. 
"Maski" stają się w tym dramacie w dużej mierze przebraniem każdej postaci.
Ale to nie brak jakiejkolwiek wrażliwości moralnej jest tu najważniejszy. Autor odbiera przede wszystkim swoim postaciom rys tragiczny. Nikt tu nie ma "greckiej" świadomości, nie poznaje siebie, nie docieka prawdy o sobie, dlatego też nie dochodzi ostatecznie do żadnego katharsis. Każde z przesłuchań jest w tym sensie jałowe dla wszystkich jego uczestników. Nie budzi sumień i nie otwiera na innych. To - paradoksalnie - jest najbardziej przejmujące w sztuce Holewińskiego. Nie "wszechobecność zła", nie obrazy ludzkiego czy społecznego piekła, lecz ci pozostawieni sobie ludzie - samotni, nie pojmujący nawet samych siebie.
Osobnym bohaterem dramatu jest jego język umiejętnie charakteryzujący i różnicujący poszczególne postaci. Realistyczna konwencja syci go dodatkowo ekstremalną wulgarnością. Ale mowa ma tu też wartość samoistną - odzwierciedla znakomicie tzw. świat przedstawiony - jak ona prymitywny i brutalny.

dla ADiT omawiał  Zdzisław Jaskuła

 

Zazwyczaj śnimy w samotności

Gatunek sztuki
Dramat
Obsada kobiet
Obsada mężczyzn
Postacie
dwa małżeńśtwa
Szczegóły
Dramat psychologiczny (2004)

Dziejąca się w Niemczech trzyaktowa sztuka Holewińskiego wprowadza nas w małe piekło życia małżeńskiego. Jej bohaterowie to ludzie w dobrze średnim wieku i dobrze sytuowani. Agentka literacka, Ruth, i jej mąż, znany pisarz Max Scheller, żyją w swoistej zawodowej symbiozie. Ruth, w istocie ignorantka, jest agentką swego męża, który doradza jej także w innych kwestiach literackich - z kolei Max, od jakiegoś czasu niepiszący, żyje obecnie w pewnym sensie z agencji własnej żony. Ta zależność zdaje się w istocie trzymać przez ostatnie lata ten bezdzietny związek, w którym uczucia całkowicie wygasły, bo nawet chorobliwa zazdrość Ruth wynika nie z miłości, ale bardziej z urażonych ambicji, z niespełnienia, z boleśnie, "po kobiecemu" odczuwanej nieuchronności przemijania, wreszcie z doskwierającej w tym związku samotności. Także Max jest ludzko i zawodowo niespełniony i samotny, świadomie, acz nie bez wyniosłości, izoluje się od "wielkiego świata", niekiedy rekompensując sobie i samotność, i wypalenie, twórczą impotencję, "skokami na bok"(a przynajmniej taki wizerunek siebie prezentując żonie).
Bohaterów poznajemy w trakcie przygotowań do wyjścia na proszoną kolację. Sprowokowana przez Ruth kłótnia ma nieomal wymiar rytualny, zdaje się powtarzać z niejaką regularnością. Zwłaszcza wtedy, kiedy w grę wchodzi jakaś kobieta i Ruth czuje się zagrożona. Max ma bowiem na owej kolacji przedstawić młodszej dużo od siebie pisarce opinię o jej ostatniej powieści. Wzajemne żale i pretensje, czynione sobie wyrzuty, wypominanie różnych zachowań, podkreślanie zasług, własnego znaczenia w życiu tej drugiej osoby itp., wyrażane często bardzo bezpośrednio, niekiedy prymitywnym i wulgarnym językiem - ukazują bohaterów jako ludzi "wydrążonych", nierozumiejących się wzajemnie i obcych, jako zderzenie egoizmów, tkwiących w sidłach jakichś niepojętych, bo pozbawionych przyjemności, sadomasochistycznych relacji, których nikt nie jest w stanie zerwać. Podejmowane właściwie tylko przez Maxa próby łagodzenia sytuacji na niewiele się zdają
W akcie drugim małżeństwo Schellerów skonfrontowane jest z innym związkiem - pisarki Urszuli i jej męża, rumuńskiego imigranta, cenionego genetyka Iona. Ruth i tutaj leczy swoje kompleksy, oskarża Urszulę o sypianie z Maxem, i w ogóle robienie kariery przez łóżko, demonstruje "wyższość kulturową" Niemców nad Rumunami itp. Próbujący ją tonować Max ostatecznie topi swoje problemy w alkoholu. W pewnym momencie Ion zwraca się do Urszuli: I co widzisz? Parę podstarzałych komediantów. Przerażonych sobą, w ciągłej wojnie, w klinczu. Nie musisz się ich bać. To trafna charakterystyka gości, którzy wypadają żałośnie na tle gospodarzy, kochających się, a przynajmniej ciepłych dla siebie, zainteresowanych sobą, snujących wspólne plany i marzenia. 
Po powrocie do domu (akt III) Schellerowie idą do łóżka. Ale fizyczne zbliżenie nie odbudowuje w nich niczego. Ciągle tkwią w klinczu. Na plan pierwszy ich rozmowy wysuwa się spotkanie z Urszulą i Ionem. Krytyczne, a nawet obraźliwe (te dupki, mówi Ruth) uwagi pod ich adresem, nie są jednak w stanie stłumić wrażenia, że to właśnie tamta para wyszła z konfrontacji zwycięsko. W pewnym momencie następuje krótka, liryczna scena, która ujawnia bohaterów "śnienie w samotności": 
   Przez chwilę każde jakby mówiło do siebie.
   
   RUTH - Rozumieją się...
   MAX - To ciężka praca.
   RUTH - Dbają o siebie...
   MAX - Trzeba być młodym.
   RUTH - Oddałabym wszystkie nasze pieniądze...
   MAX - Słabo widzę na oczy, powinienem iść do okulisty, zmienić szkła.
   RUTH - Będę zapraszać do nas ludzi, koniec z tym...

Dla Maxa spotkanie z Ionem i Ursulą powoli nabiera istotnego, przełomowego znaczenia. Wiedziony nagłym impulsem wstaje z łóżka i postanawia siąść do pisania. Znów zacznę pisać - mówi do Ruth - Wszystkie te gówna, które promujesz, będziesz mogła wyrzucić do kosza. Z jakichś powodów (z lęku, że mąż znów się uniezależni? że literatura stanie się jej konkurentką? z zazdrości o przyszły sukces i sławę męża?, a może po prostu po to, by w akcie rozpaczy utwierdzić swoją kobiecość, atrakcyjność jako obiektu pożądania?) Ruth sięga po telefon i wzywa policję twierdząc, że została zgwałcona przez męża…
 Holewińskiego "sceny z życia małżeńskiego" są kolejną sztuką tego autora, w której dominującym motywem staje się egzystencjalny brak, samotność, a przede wszystkim niemożność międzyludzkiego porozumienia."Zazwyczaj śnimy w samotności", powiada w tytule autor, i tylko słówko "zazwyczaj" daje jeszcze jakąś nadzieję.

Zdzisław Jaskuła dla ADiT

Tinta

Obsada kobiet
Obsada mężczyzn
Szczegóły
2005
Miejsce akcji
zdewastowane mieszkanie

Bohaterowie tej kameralnej sztuki prowadzą bolesną i bezlitosną grę z własną pamięcią, a może przeciwnie, to pamięć igra z nimi prowadząc ich bez końca po swoich ślepych ścieżkach.

 

Tytułowa tinta, czyli jednolite tło zadrukowane jasną farbą, na którym następnie drukuje się farbą ciemniejszą tekst lub rysunek, to wojna - nieodłącznie z jej okrucieństwami, poniżeniem, strachem, ciągłym poczuciem zagrożenia. 
Młoda kobieta ukrywa się w pustym mieszkaniu, tam znajduje ją młody mężczyzna. To początek spirali, która nakręca życie bohaterów i odciska na nich niezatarte piętno.

W akcie I ONA jest zalękniona, zaniedbana i brudna, ON również jest przepełniony zwierzęcym strachem. Nawiązuje się między nimi, z czasem coraz silniejsza, wzajemna więź na wzór relacji: ofiara - kat, dręczony - dręczący, choć tak naprawdę są raczej dwójką słabych, bezbronnych i zastraszonych ludzi, którzy gotowi są na wszystko w obronie własnego życia.
W akcie II spotykamy ich starszych o dwadzieścia lat, wciąż w tym samym związku i zależnościach, ale ich relacja jest wzbogacona o traumatyczne, raniące wspomnienia, wzajemne oskarżanie się, wstydliwe tajemnice. ONAONA nie wychodzi z domu, nasłuchuje przez ścianę, ONON rzekomo pracuje, ale twierdzi, że pracodawca dał mu urlop zdrowotny. Na zewnątrz panuje już zupełnie inna rzeczywistość, ale dla bohaterów czas się zatrzymał. Żyją w piekle, które sami sobie stwarzają. Z lawiny oskarżeń i żalu wyłania się porażający obraz ich przeszłości - kobieta była wielokrotnie gwałcona, musiała pozbyć się niechcianej ciąży, ma za sobą pobyt w szpitalu psychiatrycznym, próbę samobójczą, mężczyzna z kolei jest napiętnowany ciemną przeszłością donosiciela i sam został przez oprawców wielokrotnie poniżony, przy czym "nasi" nie byli wcale lepsi niż "tamci". Przeszłość trzyma bohaterów mocno w swoich rękach, a oni nie próbują tego zmienić. Jakby poprzez ciągłe wracanie do przeszłości i rozpamiętywanie jej odbywali swoistą formę pokuty i odkupienia. Ból jednak nie maleje, wspomnienia nie zacierają się.

W III akcie skonfrontowani zostają bohaterowie w swoim młodszym i starszym wydaniu. Psychodrama trwa dalej. Na jaw wychodzą nowe szczegóły z życia bohaterów. Bez przeszłości bylibyśmy innymi ludźmi. Może ten strach byłby mniejszy? Albo przynajmniej potrafilibyśmy patrzeć na siebie z sympatią - mówi w pewnym momencie ONAONA, mając przed oczami także   samą siebie sprzed lat. I choć na pierwszy rzut oka kobietę i mężczyznę łączy jedynie traumatyczna przeszłość, to paradoksalnie jednak ich pełen sprzeczności związek wydaje się być kokonem, w którym skutecznie skryli się przed życiem i światem, jest czymś w rodzaju kontrowersyjnego i trudnego azylu. Autor nie obdarzył bohaterów rysem indywidualizmu; tak wtopieni są w tytułową tintę, że zacierające się granice stają się niemal naczelnym wątkiem sztuki. Jednak jednym z głównych bohaterów sztuki Wacława Holewińskiego jest bez wątpienia strach, w rozmaitych swoich odcieniach, jego złożone przyczyny i tragiczne, nieodwracalne skutki. Doskonale oddaje to intensywny, emocjonalny, gęsty język, jakim posługują się bohaterowie.  

A jednak autor skutecznie ucieka od dosłowności. W finale sztuki bierze w nawias opowiedzianą historię, narzucając widzom bezpieczny dystans. A słowo psychodrama nabiera głębszego sensu:
ONON  - Co to kurwa jest? Szósty raz? Ja wysiadam. Znów zapomniałaś tekstu? Ile razy można to powtarzać? Do dupy. Dlaczego ja tu jestem? Dzień przed premierą? Kto mnie do tego namówił? Nigdy więcej nie dam się na to nabrać. Prowincja. /dobitnie/ A-ma-to-rzy, a-ma-to-rzy.

omówiła dla ADiT : Joanna Olczak-Cichucka