język polskijęzyk angielski

Kaduczak, Jacek

Medea

Autor
Tytuł oryginalny
Μήδεια
Tłumacz
Kaduczak, Jacek
Gatunek sztuki
Tragedia
Obsada kobiet
Obsada mężczyzn
Postacie
+ chór

Nowy przekład Medei Jacka Kaduczaka przypomina, że tragedia nie powstała po to, by czytać ją po cichu w bibliotece. Powstała, by ją wykrzyczeć, zaintonować, przeżyć na scenie. I ten przekład nieustannie pcha nas w stronę teatru, a nie w stronę komentarza. Nie ma tu wygładzania. Każde słowo brzmi jak odłamek szkła. Kiedy Medea mówi o bólu, nie czyni tego z pozy retorycznej, tylko z ciała. Słychać jęk, słychać gniew, a tłumacz zostawia oba w stanie surowym. Patos nie został udomowiony. Wręcz przeciwnie: odzyskał pierwotną moc. Patos to nie ornament, ale cios. Tutaj każde zdanie jest ciosem, a każda pauza — ostrzem wbitym w powietrze sceny. Chór wreszcie odzyskuje swój rytm. Dwunastozgłoskowiec sprawia, że brzmią jak muzyka. Nie jako literacki komentarz, lecz jak perkusja tragedii. Widz słyszy, że to pieśń, a nie przypis. W tym pulsie czuć napięcie, które ktoś kiedyś nazwał walką Apollina i Dionizosa. Apolliński porządek pojawia się na chwilę, by zaraz pęknąć pod naporem furii. To nie jest równowaga. To jest wojna formy i chaosu.

Widz nie dostaje spokoju. Widz dostaje udział w tym konflikcie. Medea nie proponuje dystansu, Medea proponuje wstrząs. To teatr, który nie daje się zamknąć w kategoriach estetycznych. «ἄλγος ἔλαβεν, ὦ Ζεῦ, τίνα προσφωνήσω;» — „Ból mnie ogarnął, o Zeusie, do kogo się zwrócić?”. To pierwsze zdanie nie jest modlitwą. To jest rana otwarta na oczach widza. «φεῦ, φεῦ· ὡς ἄλγιστα καὶ κάκιστα βροτοῖς» — „Biada, biada, jak straszne i podłe są losy ludzi”. Tu nie ma ozdoby. To lament, który nie znajduje adresata. Widz zostaje wciągnięty w sam środek lamentu.

W tym przekładzie Medea nie jest postacią literacką, jest siłą. Siłą, która wybucha i nie daje się zamknąć w psychologicznej interpretacji. Nie analizuje, nie tłumaczy. Działa. Dlatego scena z Jazonem brzmi inaczej niż dotąd. On nie jest złotoustym politykiem, lecz rachmistrzem. Chłodny, logiczny, odpychający w swej racjonalności. Przeraża właśnie tym, że nie ma w nim grama patosu. Kreon w tej wersji jest urzędnikiem. Wydaje zakaz jak biurokrata. Bez gniewu, bez deklamacji. Surowo i sucho. I to właśnie boli najbardziej, bo przypomina każdy list urzędowy, w którym decyduje się o cudzym losie. Posłaniec? Tutaj nie jest poetą, ale reporterem. Mówi o śmierci Glauke tak, że słyszymy trzask tkaniny wżerającej się w ciało. Nie metafora, nie ozdoba. Raport, który nie zostawia przestrzeni na komentarz.

Tak rodzi się język, który nie moralizuje. Medea nie jest potworem ani ofiarą. Jest rozdartą kobietą, która działa wbrew wszelkim granicom. I właśnie dlatego widz nie może jej odrzucić ani jej pokochać bez reszty. Ta ambiwalencja jest sercem tragedii. Każdy monolog Medei to wahanie, każde wahanie to krok w stronę zbrodni. Tłumacz nie zaciera tego procesu. Zostawia bohaterkę w całej sprzeczności. Dlatego struktura dramatu staje się przejrzysta. Etapy następują po sobie jak kolejne uderzenia perkusji: zakaz, pomoc Ajgeusa, dary, śmierć, dzieci. Nie ma mgły, nie ma ornamentów. Jest rytm nieubłagany. W momentach, gdy Medea zwraca się do dzieci, język staje się prosty, aż brutalny. Tu nie ma retoryki. Tu jest cisza, która staje się głośniejsza od krzyku. Publiczność przestaje oddychać.

Nie trzeba dodawać przypisów. Tekst sam się broni. Nie trzeba objaśniać bogów ani genealogii. Trzeba wypowiedzieć słowa. Bo tragedia żyje tylko wtedy, gdy jest grana. To rozumieli starożytni, którzy widzieli w tragedii rytuał, a nie literaturę. I to widać w tym przekładzie. Słowa są zaklęciem, które zaczyna działać od pierwszego krzyku. Mit staje się labiryntem. Nie ma w nim nici, która prowadzi do wyjścia. Jest tylko wejście coraz głębiej. Medea nie prowadzi do morału, lecz do ciemności. I właśnie tam widz zostaje.

„Tylko jako zjawisko estetyczne istnienie i świat są usprawiedliwione” — pisał Nietzsche. Ta Medea jest dokładnym ucieleśnieniem tego zdania. Bo tylko w sztuce można spojrzeć w oczy takiej zbrodni i nie oszaleć.
Colli dodawał, że Grecy traktowali mit jak próbę sił, a nie odpowiedź. I tu ta próba jest bezwzględna. Medea próbuje siły na sobie, na dzieciach, na widzach. A my musimy to wytrzymać. Chóry przypominają, że tragedia była zawsze muzyką. Tu ich rytm wraca. Nie jako ozdoba, ale jako wspólne bicie serca. Każdy wers jest krokiem w stronę finału, którego nikt nie zdoła zatrzymać. Dlatego to nie jest książka do półki. To jest partytura do zagrania. Aktorzy znajdą tu głos, widzowie znajdą wstrząs. Właśnie to oznacza, że tłumacz myślał o scenie.

Język działa jak instrument. Raz brzmi jak recytatyw, raz jak aria. Raz szorstki, raz rytmiczny. Ale zawsze gotowy do wypowiedzenia. To język sceny, a nie język filologii. Medea w tej wersji jest niebezpieczna. Nie daje się oswoić. Kiedy padają słowa o zdradzie, widzimy siebie. Kiedy padają słowa o zemście, drżymy, bo wiemy, że to uczucia nieobce żadnemu człowiekowi. Tragedia staje się lustrem, w które trudno spojrzeć. To lustro nie pozwala się odwrócić. Kto spojrzy, ten zostaje. Medea przyciąga i nie puszcza. Widz staje się częścią rytuału, choćby się bronił.

Nowy przekład pokazuje, że tragedia wciąż może być żywa. Nie jako pomnik, nie jako lekcja, ale jako wydarzenie, które zmienia tych, którzy w nim uczestniczą. I w tym tkwi jego największa wartość: Medea znów jest niebezpieczna. A teatr niebezpieczny to teatr, którego naprawdę potrzebujemy.

Wszystko o miłości

Tytuł oryginalny
Alles über Liebe
Tłumacz
Kaduczak, Jacek
Gatunek sztuki
Komedia
Obsada kobiet
Obsada mężczyzn
Postacie
małżeństwo i terapeutka
Prapremiera
11 października 2013 roku, Theater der Altmark, Stendal (Niemcy)

Małżeństwo postanawia rozpocząć terapię par. A raczej postanawia żona, a mąż się na to niechętnie zgadza. I oto oboje siedzą w gabinecie terapeutki, podejmując ostatnią próbę ratowania związku. Kiedyś szaleńczo zakochani, dziś uginają się pod ciężarem codziennego życia, problemów i kłopotów domowych i rodzinnych, ale także własnych kompleksów, przemilczeń i braku szczerości. Szeregówka na przedmieściu, dwójka dzieci, mąż pracuje w znanej firmie architektonicznej, żona zajmuje się domem i dwa razy w tygodniu kilka godzin dorabia – to na pozór przepis na szczęśliwe życie. Kiedy jednak małżonkowie zaczynają wylewać swoje żale, okazuje się, że wcale nie jest tak różowo. Z tą burzą tłumionych przez lata emocji próbuje sobie poradzić terapeutka, która sama ma problemy z utrzymaniem relacji, a w dodatku jest potwornie przepracowana. Wyniknie z tego huśtawka najróżniejszych, czasem bardzo skrajnych emocji i jedno dość optymistyczne przesłanie: warto rozmawiać. A prawdziwa miłość wcale tak łatwo nie umiera.

To słodko-gorzka komedia, w której może odnaleźć się wielu widzów, bliska naszym codziennym doświadczeniom, a zarazem pokazująca, jak ważne jest pielęgnowanie relacji, szczerość i otwartość na drugiego człowieka.

 

Recenzje:

 

„Problemy bohaterów nie są obce wielu widzom. Jednak błyskotliwy humor sprawia, że wieczór jest nie tylko zabawny, ale i zaskakujący”.

                                                                                                          „Frankfurter Neue Presse”

 

„Teatr często sięga po przesadę, także tutaj autor nie boi się uderzenia kijem bejsbolowym. I ta komedia psychologiczna zachwyca, bo widzowie nie tylko mogą się rozpoznać w bohaterach, ale też stwierdzić, że ich życie wcale nie jest takie najgorsze”.

                                                                                                                   „Neue Westfälische”

 

„Sukces tej komedii nie dziwi. To ulubiony spektakl publiczności w naszym mieście”.

                                                                                                                „Wiesbadener Kurier”

 

„Autorowi udała się wspaniała sztuka. Zabawna, seksowna, bez odrobiny nudy. Jednym słowem – świetna!”.

                                                                                               „Märkische Allgemeine Zeitung”

 

„Ta komedia terapeutyczna, jak nazwał ją sam autor, zachwyca świetnymi rolami i doskonałą konstrukcją, gwarantując suspens i zabawę”.

                                                                                                                      „Altmark Zeitung”

A więc to miłość

Tytuł oryginalny
Es ist also Liebe
Tłumacz
Kaduczak, Jacek
Gatunek sztuki
Komedia
Obsada kobiet
Obsada mężczyzn

W paryskim świecie haute couture wszyscy są niewolnikami nie tylko wyglądu, ale i swojego wizerunku. Gdy więc znany projektant, Hermès Fontaine, zakochuje się w kobiecie i postanawia wreszcie ujawnić się jako heteroseksualista, w jego otoczeniu wybucha przerażenie: w historii świata nie było jeszcze topowego projektanta hetero, więc to na pewno nie tylko wywoła skandal, ale też zrujnuje cały budowany z takim trudem interes. Do akcji sabotażowej przystępuje matka projektanta, Florence Fontaine, którą syn czule nazywa „narzeczoną Szatana”. Florence jest zdeterminowana – od chwili porodu marzyła o wrażliwym synu geju, tak go wychowywała i od samego początku walczyła o prawa LGBT. Tego wszystkiego nie można zaprzepaścić z powodu jakiejś przelotnej miłostki! Poza tym Florence może czuć się też trochę winna – Hermès zakochał się w jej nowej asystentce. 

Całą sytuacją przerażony jest też dyrektor firmy i przyjaciel Hermèsa, Simon Petit, który z kolei liczy, że ukochana, zniechęcona manieryzmami ekstrawaganckiego projektanta, szybko go porzuci. Z biegiem czasu jednak Simon zmienia zdanie i postanawia pomóc przyjacielowi, bo orientuje się, że jest on naprawdę zakochany.

Wszystko z boku obserwuje Madame Michel, główna krawcowa, która stara się trzymać w ryzach cały ten dom wariatów, interweniując tylko w razie potrzeby. Do tego jej ostre jak brzytwa dialogi z Simonem pozwalają nam poznać ludzi, którzy ubierają cały świat.

Napięcie rośnie przez cały pierwszy akt, a kulminacja następuje w akcie drugim, podczas pierwszej randki Hermèsa z obiektem jego uczuć – uroczą, choć niepozbawioną pazura Fanny, która choć nosi się z paryską elegancją, dorastała na zapadłej wsi z ośmioma braćmi, potrafi więc nie tylko zadawać szyku, ale i wymierzyć celny cios. Jednak kiedy okazuje się, jak matka jest zdeterminowana, by pozbyć się Fanny z życia syna, dziewczyna załamuje się i wybiega z randki ze złamanym sercem. I choć początkowo sytuacja Hermèsa przerasta, przyjaciele mu pomagają – bo nawet w tym świecie najważniejsza okazuje się miłość. Oraz przyjaźń i lojalność długoletnich współpracowników. Błyskotliwa, przekorna komedia odwracająca na nice przyjęte schematy.