czytanie: PRZEZ SKÓRĘ Natalii Błok
Teatr Dramatyczny m.st. Warszawy, w ramach cyklu Laboratorium Dramatu (dostęp online do 9.05.22, FB)
Teatr Dramatyczny m.st. Warszawy, w ramach cyklu Laboratorium Dramatu (dostęp online do 9.05.22, FB)
Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna im. C. Norwida Zielona Góra
transmisja online będzie dostępna od 16 marca, godz. 18.00, przez 24h w linku podanym pod tym adresem: https://www.facebook.com/biblioteka.norwida
„Dzieciństwo w Perwomajsku. Gryzące rajstopy. Promień słoneczny. Księgowość. Samotność. Nadija” – tak brzmi jedno z ogłoszeń matrymonialnych, które pojawia się w lokalnej gazecie z anonsami…
Bohaterowie przewrotnej komedii Jabłonskiej to ludzie przeciętni, niezbyt zamożni. Błądzą w życiu po omacku, popełniają błędy, poszukują sensu, szczęścia i miłości, są wiecznie „gdzieś i około”, w niejasnym momencie życia, poza orbitą dziejowych wydarzeń. Muszą kilka razy się sparzyć, by w końcu przekonać się, że nie ma co liczyć na ślepy los – należy zagrać z nim w karty (najlepiej znaczonymi). Niespełniony pisarz Misza, cicha krojczyni Nadia i pozornie grubiański, choć w istocie wrażliwy Tolik postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce. Dla każdego z nich życiowa „rewolta” skończy się inaczej. Tragicznie zmarła w moskiewskim zamachu autorka przygląda się swojemu małemu panoptikum postaci z pewną uszczypliwością i przekorą, ale przede wszystkim – z czułością.
Pilates był praktykowany przez żołnierzy I wojny światowej w celu złagodzenia syndromu stresu pourazowego. Lecz główna bohaterka utworu, Inna, nie potrafi uciec w zapomnienie.
Zabiegi stosowane przez coraz bardziej agresywną Trenerkę można interpretować w różny sposób. Pilates – to eskapizm, nieświadomość, niepamięć, rozrywka dla klasy średniej, sowicie opłacany trening relaksu. Ale pilates to też rygor, któremu zostaje poddane zarówno ciało, jak i psychika. Życie w kraju owładniętym wojną staje się swoistym treningiem śmierci, nieustanną próbą akceptacji śmiertelności – zarówno własnej, jak i bliskich.
„Inno, twoi rodzice zginęli / kilka minut temu”
– pada z ust Trenerki. Ucieczka przestaje jawić się jako rozsądna reakcja na eskalujący konflikt – jest nią bunt. Dlatego w Czasie na pilates pojawia się zreinterpretowana postać Herostratesa, który nie pragnie zaistnieć w historii jako jednostka, lecz zmienić jej bieg z pomocą ognia
„Ogień tworzy i zabija / Wojnę się pamięta / Ofiary zapomina”.
Czas na pilates nasycony jest symbolami – przewijają się w nim polne kwiaty (żółty środek kwiatu jako centrum ciała, jako ogień – znak buntu), zegary, ptaki; w dialogach Inny i Trenerki pobrzmiewa fraza biblijna, co kreuje apokaliptyczną atmosferę. Poetycka wrażliwość Maciupy sprawia, że utwór ma wysoką jakość literacką, choć przy tym autorka dosadnie przedstawia obrazy wojny. Świat musi odrodzić się przez chrzest ognia. A ogień wymaga swoich ofiar.
Bliźniacy – Jakub i Sawwa – spotykają się po latach w ponurych okolicznościach. Trzynastoletnia córka Sawwy została zgwałcona, zamordowana, a jej ciało wrzucono do studni.
Bracia są od wielu lat skłóceni – młody Jakub podstępem wymógł na ojcu, by ten przepisał na niego mieszkanie (w utworze wyraźnie widać inspirację biblijną historią Jakuba i Ezawa). Jakub pragnie uzyskać przebaczenie, jednak nie będzie to proste. Zostaje oskarżony o morderstwo nastoletniej bratanicy, które uruchomiło spiralę nieszczęśliwych wypadków w mieście. Jakub, niczym bohater kafkowski, staje się pionkiem w rękach przedstawicieli nieugiętego systemu. Zostaje poddany brutalnym przesłuchaniom – lecz nikt nie daje wiary jego słowom. „Polowanie na czarownice” kończy się groteskową sceną „ofiary”, w której Jakub składa siebie na „ołtarzu” – czyli suto zastawionym stole, wśród śmiechów zgromadzonych.
Studnia obrazuje konflikt na linii jednostka-zbiorowość oraz jednostka-opresyjny system. Los mści się na Jakubie za przekręt, którego dokonał w latach młodości – trudno jednak mówić o ekonomii winy i kary. Główny bohater staje się ogniwem łańcucha absurdalnych zdarzeń, którego nic nie jest w stanie przerwać. Staje się wykluczonym ze społeczeństwa kozłem ofiarnym, skupiającym na sobie całą agresję zbiorowości.
Autor zakazuje wystawiania sztuki na terytorium Federacji Rosyjskiej, z wyjątkiem tych rosyjskich teatrów, które publicznie sprzeciwiają się polityce Władimira Putina.
Sztuka została opublikowana w antologii Współczesna dramaturgia ukraińska. Od A do Ja (wyd. ADiT, Warszawa 2018).
Białofartuszność, czyli „dokumentalny sound-dramat w trzech częściach”, to czarna komedia opowiadająca o wypaczeniach systemu służby zdrowia, w którym jako leitmotiv powtarza się przewrotne, narcystyczne zawołanie medyków: „będziemy ożywiać”, a chór pacjentów, niczym antyczny chór w (bardzo) krzywym zwierciadle, komentuje na bieżąco rozwój coraz bardziej groteskowych sytuacji. Całość odwołuje się pośrednio do konwencji reality show – Dima, syn jednego z lekarzy, ciągle włóczy się po oddziałach z kamerą, nagrywając wszystkie absurdalne sytuacje. Do czasu, kiedy i on trafi pod skalpel…
Polifoniczny dramat Kycenko zasadza się na starciu racji lekarzy i pacjentów – przy czym każda z grup zdaje nie zauważać niczego z wyjątkiem własnych racji. „Bogowie” służby zdrowia – wśród nich bracia, którzy piją, palą, a jeden z nich wyjątkowo nie ma nałogu – mierzą się z codziennym chaosem na swoich oddziałach. I choć ów panteon nie jest idealny, to jednak szpital jakoś funkcjonuje – bez względu na to, ile gróźb „rzucenia tej medycyny” padnie w ciągu dnia.
Ludzie masowo zarażają się wirusem SKK – czyli „skóry koloru khaki”. Na skórze zarażonych wykwitają plamy przypominające deseń munduru wojskowego. Paradoksalnie im większy zasięg mają środki masowego przekazu, tym bardziej niechętnie ludzie przyjmują do wiadomości status quo. Bohaterka monodramu próbuje wyrugować wojnę poza granice świadomości, jednak usiłując ją wyprzeć, staje się coraz silniej „zainfekowana”. Nie udaje jej się obronić przed wirusem nawet mimo faktu wyprowadzki daleko poza strefę konfliktu. Pewnego dnia jej córka z dziecięcą naiwnością wykrzykuje, że „wojnę należy leczyć Pokojem”. Brzmi jak całkiem dobre rozwiązanie, lecz jest mały szczegół – choroby wojny nie da się całkowicie zwalczyć, ona jedynie pozostaje w remisji…
"Mój tekst jest o tym, że wojna – nawet jeśli nie chcemy jej zauważać – przebija się przez skórę niczym plamy chorobowe, wisi w powietrzu jak alergen, niewidoczny dla oka wirus wojny. Można próbować zdystansować się od informacji o wojnie, ale nie można od niej uciec. Dramat podejmuje także próbę odpowiedzi na pytanie: co będzie, kiedy wojna się skończy". - mówi autorka sztuki
Natalia Błok, dramaturżka, feministka, aktywistka LGBT, w przewrotny sposób opisuje mechanizmy wojennej traumy wśród ludzi wychowanych w dobie ekspansji mediów społecznościowych. Wrażenie zakotwiczenia w zbiorowości, jakie kreują, jest złudne. Ostatecznie każdy musi zajrzeć w głąb swojego umysłu i przyznać przed samym sobą, że się boi. Że pod skórą skrywa lęk.
Worożbyt nie przebiera w środkach – choćby w scenie, w której kobieta i żołnierz prowadzą quasi-erotyczną grę, podczas gdy w bagażniku spoczywa pozbawione głowy ciało. Świat wprawia w ruch popęd erotyczny i popęd destrukcji; bohaterowie usiłują żyć normalnie pomimo tego, że świat bezpowrotnie „wypadł z formy”. Złe drogi to odheroizowana wizja wojny rosyjsko-ukraińskiej – bez postumentów, pozbawiona pokrzepiającej mitologii.
W cyklu scenicznych obrazów autorka sonduje wyimki z życia osób doświadczających wojny. W centrum zainteresowania stoi przede wszystkim katastrofalny wpływ wojny na powszednie sfery życia – w szczególności na uczucia, pożądanie, seks. W korowodzie bezimiennych bohaterów przewija się m.in. kobieta podróżująca za swoim mężczyzną-żołnierzem, sypiająca w koszarach, kobieta próbująca zadośćuczynić małżeństwu za rozjechaną kurę (co skwapliwie wykorzystują) czy zafascynowane „mundurami”, pozbawione perspektyw nastolatki przesiadujące pod kioskiem. Wiele postaci występujących w poszczególnych scenach można zidentyfikować z postaciami pojawiającymi się w dalszych segmentach sztuki, co wpływa na uspójnienie narracji.
Worożbyt w przemyślany sposób stosuje techniki teatru dokumentalnego – poszczególne części sztuki są zszyte z relacji innych ludzi, z którymi miała okazję pracować i tworzyć. Autorka pisze bezpardonowo, do bólu prawdziwie. Nie tyle odbrązawia, co ukazuje świat takim, jaki jest – to świat, w którym jest miejsce na zauroczenie i pożądanie, na bardzo ludzki, wręcz odruchowy, afektywny sprzeciw wobec katastrofy, która uniemożliwia lub utrudnia realizowanie podstawowych potrzeb. Cytując jedną z postaci:
„Witaj, miłości. Na twoją cześć po tamtej stronie wybuchają pociski. Na twoją cześć urwało komuś nogę”.
To swoista trawestacja Hymnu do miłości – tutaj zwykłej, przyziemnej, prozaicznej, nieraz brutalnej, nieodłącznie splecionej z makabrą wojny.
Opowieść o pękającym świecie – na zewnątrz człowieka, wewnątrz człowieka i między ludźmi. Do polarnika Di, pracującego na jedynej ukraińskiej stacji polarnej, przyjeżdża narzeczona – również Di. Ciągnie po śniegu swą suknię ślubną w nadziei, że tym razem uda im się pobrać. Ucieczka na koniec świata nie oznacza jednak ucieczki od problemów, a mróz niczego nie konserwuje.
Bohaterowie doświadczają wykorzenienia – opuścili swoje rodziny, decydując się na zamieszkanie w sferze możliwe jak najbardziej neutralnej. Narracja prowadzona jest z punktu widzenia Di-mężczyzny. Polarnik chroni swoją partnerkę przed informacjami mogącymi naruszyć namiastkę harmonii, którą usiłują osiągnąć – na przykład przed wiadomością o toczącej się wojnie rosyjsko-ukraińskiej oraz przed faktem, że posiada on już żonę i dziecko. Ale od prawdy nie ma ucieczki. Kobieta domyśla się, że sielankowy obraz świata jest tylko mirażem. Krajobraz Antarktydy przestaje jawić się jako czysty i dziewiczy; to świat prawie martwy. W tej obcej przestrzeni Di oraz Di, postaci stworzone z inspiracji filmem Gerry Gusa Van Santa, pozostaną na siebie skazane aż do samego końca.
Sztuka została opublikowana w antologii Współczesna dramaturgia ukraińska. Od A do Ja (wyd. ADiT, Warszawa 2018).