język polskijęzyk angielski

Rozhin, Izabela

Rozhin, Izabela

Izabella Elwira Rozhin (, uczyła się w szkołach berlińskich. Po ukończeniu studiów pracowała jako kierownik literacki w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Koszalinie. Potem jako nauczyciel języka niemieckiego w szkołach średnich i kierownik Biura Fundacji Hansa Seidla w Warszawie. Obecnie w firmie Dyckerhoff-Polska.

Debiutowała jako tłumacz sztuki Franka Wedekinda „Fruhlings Erwachen”( „Przebudzenie wiosny”), której prapremiera odbyła się w Teatrze im. J. Osterwy ze scenografią Wojciecha Millera , w reżyserii A. Rozhina. Potem tłumaczyła wiele tekstów poetyckich (Wedekinda, Brechta) i sztuk , które czekają na swoje premiery. Tłumaczenie literatury pięknej jest jej hobby.

Przełożyła następujące sztuki reprezentowane przez ADiT:

  • Felix Mitterer Abraham
  • Felix Mitterer Jedermann
  • Lucas Barfuss  Seksualne neurozy naszych rodziców
  • Kristof  Magnusson  Klub meżusiów
  • Kristof  Magnusson Totalny odjazd
  • Stefan Vogel Szach mat czyli Dama bije króla
  • Stefan Vogel  Przyjacielska gra
  • Katrin Wiegand Jesienni chłopcy
  • David Lindsay-Abaire Ripcord
  • Daniel Kehlmann Wigilia
  • Lars Album & Dietmar Jacobs Pantera czyli Pantoflarz w opałach
  • Lars Album& Dietmar Jacobs Cud andaluzyjski

Przełożyła także sztuki:

  • Frank Wedekind Przebudzenie wiosny (1974)
  • Carl Orff Mądra
  • Gerard Bitton & Michel Munz  Dodo Czy można cię prosić albo Gra o milion
  • Eric Toledano & Oliver Nakache Nietykalni (wspólnie z A. Rozhinem)
  • Jean Barbier Moja córka pracuje w Paryżu

Tajemniczy pan Kwant

Tytuł oryginalny
Die Mitwisser
Tłumacz
Rozhin, Izabela
Gatunek sztuki
Komedia
Obsada kobiet
Obsada mężczyzn
Prapremiera
kwiecień 2018, Düsseldorfer Schauspielhaus

W mieszkaniu państwa Glassów pojawia się niejaki Józef K., czyli Kwant, i prezentuje im dokumenty napisane w niezrozumiałym urzędniczym żargonie. Początkowo wydaje się, że autor przenicowuje Kafkowski Proces, ukazując zemstę K. na otaczającym go świecie. Szybko okazuje się, że owszem, Kwant wprowadza bohaterów w kafkowską sytuację − lecz sam okazuje się... personifikacją Internetu.

"Ta sztuka science fiction rozgrywa się w przeszłości" − czytamy na samym początku sztuki. Tajemniczy pan Kwant to historia ekspansji Internetu w pigułce. Löhle wprawia w ruch dynamiczną akcję, w trakcie której pan Kwant z sympatycznego niezguły przeradza się w podmiot wywierający presję i sprawujący kontrolę nad całym światem niczym Orwellowski Wielki Brat. Co więcej, "panów Kwantów" wciąż przybywa...

Przejęcie władzy nad światem odbywa się niepostrzeżenie. Na początku pan Kwant jest wszakże przydatnym towarzyszem Theo Glassa. Problemy pojawiają się, gdy Theo uzależnia się od obecności Kwanta. Dochodzi do tego, że intruz przebywa w sypialni podczas małżeńskich igraszek. Prawie nieograniczona baza danych Kwanta pozwala Glassowi, encyklopedyście zatrudnionym w Instytucie Wiedzy Ogólnej, wyrobić kilkaset procent normy − co zaczyna budzić podejrzenia szefa. Ale gdy i zwierzchnik "adoptuje" swojego Kwanta, okazuje się, że praca encyklopedysty już wcale nie jest nikomu potrzebna. To pierwszy symptom kompletnej zmiany struktury rynku. Kwant mąci też w życiu prywatnym. Żona Glassa dystansuje się od niego po tym, jak wynik Kwantowego psychotestu wykazał niski stopień małżeńskiego dopasowania. Theo szuka pocieszenia w ramionach kochanki, ale i ta powoli zatraca się w nowej modzie.

Siłą komedii Philippa Löhle jest całkowite upostaciowienie Internetu − autor wyszczególnia, że Kwant nie może być rodzajem interfejsu, lecz musi być żywym człowiekiem. "Pan Internet" za pomocą ciała i głosu ukazuje różne funkcje wirtualnej sieci − odgrywa zabawne filmy z serwisu YouTube, wciela się w media społecznościowe czy serwis z filmami pornograficznymi, wciska bohaterom reklamy sprofilowane pod ich gusta. Do tego Löhle sprawnie przemyca subtelne aluzje odnoszące się do literatury science fiction, choćby do twórczości wspomnianego Orwella czy Huxleya. Skrzące się dowcipem sytuacje wieńczy gorzki finał. Rosnąca w siłę szajka wprowadza stałą inwigilację obywateli. Kwantowie stopniowo odbierają jednostkom ich podmiotowość, wszystko to, na czym budowały swoją tożsamość. Jeden z Kwantów zostaje nawet ojcem dziecka pani Glass. Theo próbuje kontestować system, ale jego manifest zostaje zignorowany. Owszem, istnieje wyjście z tej sytuacji − powrót do sprawdzonych, wręcz archaicznych rozwiązań i narzędzi. Tylko czy człowiek bez oporów zejdzie ze ścieżki postępu?

Skok w bok dla dwojga

Tytuł oryginalny
Seitensprung für zwei
Tłumacz
Rozhin, Izabela
Gatunek sztuki
Farsa
Obsada kobiet
Obsada mężczyzn

Siłą napędową sztuki jest kontrastowy dobór bohaterów. Leon i Jola to całkowite przeciwieństwo swoich przyjaciół, podstarzałego playboya Martina i „kuguarzycy” Katii, którzy nieustannie prześcigają się w łóżkowych podbojach. Małżeństwo w średnim wieku świętuje kauczukowe – bo „ciągnące się jak guma” – gody. Jola i Leon najbardziej lubują się w wycieraniu kanap w porozciąganych dresach, rozmowach o przeciekającym suficie i obdarowywaniu się średnio romantycznymi prezentami, choćby trymerem do włosów w nosie. A seks? Może i kiedyś się zdarzał… ale to było dawno i nieprawda. Robią to w uroczy i zabawny sposób.

Ale ta sytuacja martwi Martina oraz Katię, którzy upatrują w zachowaniu Leona i Joli znamion niechybnego rozstania. Każde z osobna postanawia namówić przyjaciół na ożywczy skok w bok. W sąsiednich pokojach hotelowych spotykają się Jola i Laszlo, przystojny instruktor tenisa prosto z Węgier – oraz Leon i atrakcyjna fryzjerka („head developerka”) Sandy. Małżonkowie zupełnie nie mają ochoty na harce, zgodzili się na rendez-vous tylko dla przyjaciół. Podobnie Laszlo i Sandy, którzy wcale nie są demonami seksu, poszukują po prostu wymarzonych drugich połówek. Czy to znaczy, że cały misterny plan spalił na panewce? Niekoniecznie… Po roku okazuje się, że Martin i Katia są w związku, zamienili życie podrywaczy na święty „małżeński” spokój i wspólne przesiadywanie przed telewizorem.  Z kolei Laszlo i Sandy zakochali się w sobie, a nawet spodziewają się dziecka. A Jola i Leon… cóż, z zapałem testują nowe pozycje kamasutry i w zasadzie nie opuszczają sypialni. Ufff !!!!

Atutami farsy duetu Albaum i Jacobs są wyraziste postaci zbudowane na zasadzie kontrastu, dużo zabawnych dialogów i ripost. Autorzy ustawiają lustro, w którym może się przejrzeć niejedna para małżeńska z trochę dłuższym stażem. I upewnić się, że bliscy sobie ludzie sami wiedzą najlepiej, czego im potrzeba.

Cud andaluzyjski

Tytuł oryginalny
Das andalusische Mirakel
Tłumacz
Rozhin, Izabela
Gatunek sztuki
Farsa
Obsada kobiet
Obsada mężczyzn

Rozgrzana andaluzyjskim słońcem, rozkołysana hiszpańskimi melodiami interaktywna farsa, swoją formułą nawiązująca nieco do uwielbianych przez publiczność Szalonych nożyczek Paula Pörtnera. Aktorzy animują publiczność, okraszając swoją narrację gagami dotyczącymi współczesności, a przede wszystkim – współczesnej Polski, dzięki tłumaczce.

Hubertus, pan w średnim wieku z pokaźnym brzuszkiem, zjeżdża pół Europy, by znaleźć swojego prawnika – pragnie natychmiastowego rozwodu z żoną. Jest zmuszony zatrzymać się w miasteczku San Miguel z powodu awarii samochodu (z którą dzielnie zmaga się mechanik Antonio, czyli widz-ochotnik). Właściciel pensjonatu, Juan, oferuje przybyszowi pokój z jednym materacem. Miejsce noclegu kojarzy się bardziej z azylem dla kochanków aniżeli z solidnym wypoczynkiem. Na domiar złego Juan kwateruje w tym samym pokoju młodą, ponętną, choć naiwną Nelli.

Tytułowy „cud andaluzyjski” dotyczy, jak to w dobrych farsach bywa, gry z damsko-męskimi stereotypami. Na skutek działania niewyjaśnionej siły, Nelli i Hubertus… zamieniają się ciałami (poinformowany o „cudzie” papież pyta, „jak czuje się człowiek, który ma 3,8 promila we krwi”). Szalony mechanizm qui pro quo rozkręca się jednak wtedy, gdy do pensjonatu przyjeżdżają partnerzy protagonistów – Róża i Benny.

Jednak Cud andaluzyjski to nie tylko seria gagów i zabiegów mających na celu maksymalne zaangażowanie publiczności. To również sceniczna refleksja dotykająca różnych aspektów miłości. Hubertus pragnie rozwodu, ale po rozmowie z żoną (będąc uwięzionym w ciele Nelli) przekonuje się, że pozornie wygasły płomień można rozniecić na nowo. Z kolei szalone uczucie łączące przedstawicieli młodszej generacji szybko stygnie. Jak mówi jeden z bohaterów: „Odkryliśmy na nowo, czym jest miłość. I to jest prawdziwy cud”.