język polskijęzyk angielski

Irwaneć, Ołeksandr

Irwaneć, Ołeksandr

Poeta, prozaik i dramaturg, urodził się w 1961 roku we Lwowie, ale dzieciństwo i wczesną młodość spędził w Równem. Ukończył Szkołę Pedagogiczną w Dubnem oraz Instytut Literatury im. Gorkiego w Moskwie. W 1985 r. wraz z Jurijem Andruchowyczem oraz Wiktorem Neborakiem założył grupę literacką Bu-Ba-Bu ("Burłesk-Bałahan-Bufonada"). Uprawiał wtedy głównie poezję, w latach dziewięćdziesiątych natomiast napisał kilka krótkich sztuk, w których odnosił się do sytuacji niepodległej Ukrainy.
Z nastaniem nowego tysiąclecia coraz częściej pisał prozę, wydał m.in. zbiór opowiadań Oczamymria. Jego powieść Riwne! Rowno! została przełożona na polski i znalazła się w finale Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus w 2007 roku.
Na polski poza Kłamczuchem przełożono (Przemysław Tomanek) cztery utwory dramatyczne Irwancia, wydane w tomie Recording i inne utwory, Kraków 2001. Były one tłumaczone również na inne języki (niemiecki, angielski, francuski, chorwacki).

Terytorium niczyje

Tłumacz
Czech, Jerzy
Gatunek sztuki
Komedia
Obsada kobiet
Obsada mężczyzn
Postacie
Maksym - 25 lat , Marija - 40 lat, Profesor - 60 lat, Andrij (sierżant ukraiński) - 22-23 lata, Andrzej Stasiuk (sierżant polski) - 25 lat

Z ukraińsko-polskiego przejścia granicznego odjechał autobus nie czekając na swoich pasażerów – handlarkę Mariję, Maksyma oraz Profesora medycyny, którzy zajęci zakupami w strefie wolnocłowej przegapili zbiórkę. Pasażerowie chcą dogonić autobus, który jest już po polskiej stronie, ale okazuje się, że przejście dla pieszych zostało zamknięte. Ukraiński strażnik, który jest krewnym Mariji, przepuszcza ich za sto hrywien łapówki, ale polski strażnik niestety nie daje się przekupić… Przejście jest tylko dla ruchu kołowego. Nie chcąc czekać na następny autobus, pasażerowie postanawiają przechytrzyć system i przekroczyć granicę jadąc na taczkach. Jednak podstęp nie działa i będą musieli spędzić noc pod gołym niebem… Znajdując się na „ziemi niczyjej” otwierają kolejne wina i częstują się cukierkami profesora, które są dziwne w smaku i jeszcze bardziej w skutkach… Nie wiedzą, że jest on toksykologiem-narkologiem, a niemający co robić strażnicy przychodzą na wspólne pogawędki. Kto i jaką granicę przekroczy tej nocy?

Urok tej sztuki polega na braku namaszczenia, z jakim wypowiadane są wszystkie kwestie, a całość – jakkolwiek poważnych spraw by dotyczyła – też nie jest do końca serio. Postać Profesora, z jednej strony wprowadza pierwiastek metafizyczny (mocno przynależny do ukraińskiej tradycji), a z drugiej – stawia całą historię pod znakiem zapytania: może to wszystko przywidziało się bohaterom, może to zadziałały cukierki z narkotykiem? Całości dopełniają atmosfera nocy i tajemnicze odgłosy.

Namawiałbym więc do wystawienia Terytorium niczyjego i uzupełnienia dowcipnego dialogu odpowiednimi „działaniami” teatralnymi.      

Kłamczuch z placu litewskiego

Tłumacz
Czech, Jerzy
Gatunek sztuki
Dramat
Obsada kobiet
Obsada mężczyzn
Postacie
On, Ona, Policjant, Twardziel

Lublin, koniec lat dziewięćdziesiątych, późny wieczór. Na Placu Litewskim siedzi na ławce młody człowiek z magazynem "Twój weekend" w rękach. Młoda kobieta, dźwigająca ciężkie torby, łamaną polszczyzną pyta go o drogę na dworzec. Jest handlarką ze wschodniej Ukrainy, z Dnieprodzierżyńska. Mężczyzna odpowiada jej aż do śmieszności poprawną polszczyzną. Daje się wciągnąć w rozmowę, nie jest jednak zbyt wylewny; za to kobieta chętnie mu się zwierza. W końcu wyciąga prowiant, oboje jedzą kolację. Rozgrzani alkoholem młodzi tańczą, po czym dochodzi  między nimi do aktu miłosnego.  
Dopiero potem  przedstawiają się sobie nawzajem. On ma na imię Jerzy, Ona - Oksana. Rozmowę przerywa posterunkowy, który legitymuje parę kochanków. Wtedy prawda wychodzi na jaw - oboje mają taki sam, jeszcze radziecki, paszport z sierpem i młotem. Rzekomy Jerzy, w rzeczywistości Jurko, tylko udawał Polaka, ale też jest Ukraińcem, tyle że z Ukrainy Zachodniej. Pojawia się jeszcze jeden przybysz ze Wschodu, Rosjanin o ksywce Twardziel. Bierze od dziewczyny radioodbiornik i włącza radio Moskwa, nadające akurat Beethovenovską "Odę do radości". Cała czwórka, łącznie z policjantem, dyskutuje o wspólnym europejskim domu. Przepisy są jednak przepisami - Oksana zostaje odstawiona na dworzec, a obaj panowie wędrują z policjantem na komisariat. Towarzyszy im melodia poloneza "Pożegnanie ojczyzny", która po chwili przechodzi w "Odę do radości".  

Kłamczucha Ołeksandr Irwaneć napisał na początku lat dziewięćdziesiątych; uaktualniona wersja powstała w 2000 roku. Nie jest to, wbrew pozorom, jedynie obrazek z życia handlarzy. Za groteskowymi sytuacjami i dialogami kryją się pytania, które w dramatyczny sposób dały znać o sobie podczas pomarańczowej rewolucji i do dzisiaj tej  aktualności nie straciły: czy Ukraińcy stanowią jeden naród i jakiego chcą państwa? Jedni bowiem widzą miejsce niepodległej Ukrainy w Europie, drugim odpowiadało życie w ZSRR, więc życzą sobie ścisłego związku z Rosją. 
Konflikt znajduje odbicie w języku, który jest jednym z bohaterów sztuki. Dołączam więc do tekstu uwagi nt. przekładu. Niemal każdy ze szczegółów ma w tej sztuce symboliczne znaczenie. Warto ją wystawić, bo nie dotyczy tylko wewnętrznych spraw Ukrainy, ale przyszłości całej Europy.

dla ADiT - Jerzy Czech