język polskijęzyk angielski

Wysocki, Leszek

Biesiada u Trymalchiona

Tłumacz
Wysocki, Leszek
Gatunek sztuki
Tragikomedia
Obsada kobiet
Obsada mężczyzn
Szczegóły
tragifarsa obyczajowa z elementami groteski, pastiszu;
na motywach "Satyrykonu" Petroniusza

Wyobraźcie sobie Rzym. Ale nie ten z marmuru, tylko z gliny. Lejące się wino, tłuste dziki, podrabiane uczucia, śmiech tam, gdzie powinien rozlec się krzyk. Biesiada u Trymalhiona to pełnokrwista, piekąca groteska o społeczeństwie stojącym na skraju przepaści. W centrum tej opowieści stoi Trymalchion – wyzwoleniec-milioner, który zamiast duszy ma wykałaczkę, a zamiast honoru – fular z kutasikami. Jego dom staje się sceną dla karczemnej orgii smaku, kiczu, przemocy i pychy, gdzie w rytm kolejnych kwadransów (odliczanych przez niewolnicę-kukułkę) spadają maski – i z ludzi, i z cywilizacji. Każda kolejna potrawa to symbol – zdegradowany mit. Pieczony dzik rodzi efeba. Śledź bez ogona staje się „szpiegiem bez końca”. Sztuka schodzi do kuchni, z kuchni do kloaki.

W tle – grzmi Wezuwiusz. Dosłownie. W tym spektaklu, wzorem Petroniusza, obserwujemy agonię świata – zblazowanego, przerośniętego, zakochanego w sobie. I właśnie w tej agonii autor (czy to on, czy historia sama) znajduje niezwykłą energię sceniczną: kicz staje się katharsis. Bełkot staje się poezją. A groteska – gorzką prawdą o nas samych.

W warstwie formalnej tekst łączy klasyczny rzymski pastisz z kabaretową ironią, brutalną mową ulicy i muzycznymi wstawkami o zaskakującej głębi. Całość kończy się songiem Jacka Kaczmarskiego Pompeja, który spina spektakl niczym elegia – postmodernistyczne requiem dla kultury Zachodu. Pies szczekał – nikt go nie spuścił z łańcucha.
Śmiejemy się. A potem już tylko popiół.

Wysocki, Leszek

Urodzony w 1953 roku w Krakowie; filolog klasyczny, tłumacz, twórca kabaretowy, recenzent teatralny.

Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego; od 1981 roku zamieszkały w Kanadzie, gdzie - do momentu przejścia na (nie)zasłużoną emeryturę w 2009 roku - pracował jako nauczyciel akademicki na dwóch montrealskich uniwersytetach, McGill i Concordii, prowadząc zajęcia z języka łacińskiego i starogreckiego, literatury i mitologii starożytnej, językoznawstwa ogólnego i indoeuropeistyki i paru innych - równie użytecznych w dzisiejszym stechnokratyzowanym świecie - dziedzin.

Jest autorem i współautorem kilkunastu artykułów naukowych oraz przekładów z języka łacińskiego na angielski (m.in. obszernego komentarza Petrusa Martyra do Etyki nikomachejskiej Arystotelesa, czy opublikowanych w serii Cambridge Texts in the History of Political Thought traktatów politologicznych Pufendorfa, Bacona i Hobbesa). Ma też na swym koncie kilka tłumaczeń na język polski – tak z literatury klasycznej

(m.in. Satyrikonu Petroniusza, wyd. PAU 2011), jak z literatury współczesnej, głównie dramaturgii anglo- i frankojęzycznej (m.in. Władcy much Goldinga w adaptacji Williamsa, Ostatniego mazurka Hausvatera, Zabawnego zdarzenia w drodze na Forum Sondheima, Shevelove’a i Gelbarta, czy Mechanicznej pomarańczy Burgessa w wersji musicalowej, aktualnie w repertuarze krakowskiego Teatru Ludowego).

Mimo kilkudziesięcioletnich ścisłych związków ze środowiskiem uniwersyteckim, obca mu jest akademicka pedanteria (nie mylić z solidnością warsztatową!), bufonada, sztywny rygoryzm i w ogóle – wszelkiego rodzaju zadęcie, nad które przedkłada autoironię, czego przejawem jest choćby przyświecające mu w działalności przekładowej motto własnego autorstwa:

"Próżno pan się, panie tłumacz,
nad przekładem swym tak biedzi;
czego głowa nie wyduma,
tego d... nie wysiedzi."

Wysocki, Leszek

Wysocki, Leszek

Przyszedł na ten świat na przednówku roku tysiąc dziewięćset pięćdziesiątego trzeciego; zdążył zatem jeszcze poczuć, jak mawiał pewien Genialny Elektryk, „oddech na plecach Stalina” ... pardon! ... „oddech Stalina na plecach”. Pod koniec lat sześćdziesiątych podjął studia z filologii klasycznej, której to dziedzinie pozostał wierny przez pół wieku swej działalności naukowej i dydaktycznej − najpierw w Krakowie w Katedrze Filologii Klasycznej UJ, a potem w Montrealu w Department of Classics na Uniwersytecie McGill. Równocześnie zajmował się dorywczo pisarstwem, głównie jako tłumacz (z języka angielskiego, francuskiego, łaciny i starogreki), ale też jako krytyk teatralny oraz autor tekstów piosenek i drobnych form scenicznych. Za najdoskonalsze i najsilniej go inspirujące wzorce literackie – zarówno z uwagi na maestrię formy jak i głębię przesłania − uznaje twórczość Jeremiego Przybory, Jacka Kaczmarskiego i Wojciecha Młynarskiego, choć rzecz jasna świadom jest swej immanentnej niemożności dorównania tym gigantom pióra w nikłym choćby stopniu.

Ballada bufetowa

Gatunek sztuki
Sztuka muzyczna
Obsada kobiet
Obsada mężczyzn
Postacie
Osiecka
Szczegóły obsady
monodram dla uzdolnionej wokalnie aktorki lub duodram

Przewrotny teatralny apokryf stojący w kontrze do hagiograficznych ujęć życia Agnieszki Osieckiej − tak można nazwać Balladę bufetową. Autor szykuje iście Borgesowską mistyfikację, przestawiając się jako niejaka Jola Słodowy i kreśląc fikcyjne okoliczności powstania utworu w poprzedzającym go wstępie. Mistyfikacja jest zresztą spiritus movens sztuki − główną bohaterką jest sama Osiecka, która zatrudnia wspomnianą barmankę Jolę jako swoją ghostwriterkę. Autor nie tworzy tym samym kolejnej scenicznej biografii poetki (choć, można powiedzieć, zachowania i język bohaterki to Osiecka jak malowana!), wybiera bowiem grę z czytelnikiem, mylenie tropów, snucie alternatywnych wersji historii, eksperymenty myślowe. Ostrze krytyki wycelowane jest tu wbrew pozorom nie w samą artystkę (tutaj postać szalenie charyzmatyczną, choć działającą w sposób moralnie bardzo wątpliwy), ale odbiorców jej twórczości, w tym krytykę i biografów posługujących się ustawicznie tymi samymi wyświechtanymi frazami. Na czym polegał geniusz Osieckiej? Czy potrafimy o nim opowiedzieć, jak to się mówi w szkole, „własnymi słowami", odzierając go z różnych narracji?

Jest przełom lat 60. i 70. ubiegłego wieku. W warszawskiej knajpce przy stoliku siedzi poetessa i jej trzech towarzyszy od pióra, dyskusji i biesiad. Podczas snutych w oparach obficie lanego alkoholu wspomnień, poetka rzuca frazę „Pamiętam – był okropny mróz”, którą jeden z nieco znużonych opowieścią towarzyszy podchwytuje, rymując bełkotliwie „od Cheetaway do Syracuse”. To inspiruje poetkę do zaproponowania zabawy-konkursu. Każdy z ich czwórki ma w ciągu pół godziny dopisać trzy podobne pary dwuwersów, a najlepsza z propozycji zostanie wykorzystana w piosence znanej im wszystkim młodziutkiej, dobrze zapowiadającej się piosenkarki. Jurorem będzie – tu poetka rozgląda się po sali i jej wzrok pada na obserwującą ich barmankę – pani Jola.

Po pół godzinie barmanka podchodzi do stolika, by wywiązać się z powierzonego jej szczytnego zadania, lecz okazuje się, ze z uwagi na nie najlepszą kondycję męskiej części biesiadników teksty powstały tylko dwa: inicjatorki konkursu oraz… pani Joli. Dziewczyna nieśmiało podaje swoje rymy. Poetka obśmiewa wierszyk, ale nagle przychodzi jej do głowy złośliwy plan. Krytycy nie rozróżniają według niej tekstów dobrych i złych – chodzi im jedynie o jej uznane powszechnie nazwisko. Postanawia więc wystawić ich na próbę, podsuwając w radio tekst panny Joli jako własny pod tytułem „Ballada wagonowa”. Ku jej gorzkiej satysfakcji efekt nie rozmija się z przewidywaniami. „Ballada” staje się szlagierem, a poetka postanawia zamawiać u barmanki jej kolejne „częstochowskie rymy”, dzieląc się z Jolą honorarium i zyskując czas na pisanie rzeczy wartościowych. I tak rozpoczyna się trwająca pewien czas mistyfikacja.

Po wyprodukowaniu przez Jolę kilkunastu przebojów, z których ostatnim jest „Małgośka”, zirytowana tępotą odbiorców poetka urywa współpracę, nie tracąc jednak nadziei, że ktoś inteligentny rozróżni wreszcie tę rażąco podwójną stylistykę i zdemaskuje jej własne oszustwo. Wręcza Joli kopertę. Barmanka ma czekać na ujawnienie się bystrego demaskatora...

Monodram Leszka Wysockiego napisany jest na tyle zgrabnie, że barmanka Jola mogłaby śmiało podsunąć go Osieckiej, by ta poddała nim próbie krytyków. A może zakpiła sobie z nas szatańsko po raz kolejny − i Jola Słodowy vel Leszek Wysocki to jedynie jej pseudonimy? Tekst jest zabawny, oddaje wiele spośród znanych nam z wielu źródeł (choćby z serialu Osiecka z 2020 roku) rysów niezapomnianej postaci, jaką była czołowa polska tekściarka – jej humor, błyskotliwą złośliwość, niewyczerpaną energię i zamiłowanie do mniej lub bardziej niewinnych zabaw. Przetykany wklejonymi w spektakl przebojami Osieckiej monodram stanowi ciekawy materiał dla wcielającej się w rolę opowiadającej o Agnieszce – oraz w nią samą – uzdolnionej muzycznie aktorki. Lub dla aktorki i towarzyszącej jej wokalistki.