Kuracja
Laura tańczy na plaży z Włochem Giancarlo. Mają po kilkanaście lat, są zakochani. On ma na sobie kurtkę z emotikonem uśmiechniętej twarzy. Pachnie wodą po goleniu. Potem piszą listy pełne miłości, które oboje przechowują przez lata w pudełkach z pamiątkami. Nigdy się już nie spotkają, choć, nie wiedząc o tym, każde z nich robi sobie wiele lat później w Disnaylandzie, w odstępie paru minut, zdjęcie z tą samą Myszką Miki.
To opowiadanie tworzy na zajęcia z kreatywnego pisania Cloe. Ich uczestnikiem jest Martin. Wszyscy, z nim włącznie, zachwycają się historią stworzoną przez Cloe. Martin zapamięta ją na długie lata, Cloe po latach zdziwi się, że ponoć coś takiego pisała. W trakcie warsztatów Cloe zostaje pierwszą dziewczyną Martina. I pozostanie tą najważniejszą. Rozstają się, a po latach przypadkowo spotykają, ale… jest już za późno.
Mijają lata. Martin jest niespełnionym reżyserem i scenarzystą. Zamiast kariery filmowej musi zadowolić się prowadzeniem zajęć z kreatywnego czytania. Sfrustrowany, słucha dzień po dniu z krańcowym znudzeniem wypocin swoich studentów, myśląc o tym, że – jak i w jego przypadku – złudne są ich nadzieje.
Ale jednak nadzieja wciąż się w Martinie tli. Spisuje zapamiętane z dzieciństwa wspomnienia dziadka z hiszpańskiej wojny domowej. Jest to dla niego opowieść bliska i ważna. Wierzy, że powstanie z niej film, chodzi więc od producenta do producenta, ale ci, udając zainteresowanie, wysyłają go kolejno jeden do drugiego. I każdy obiecuje mu świetlaną przyszłość pod warunkiem, że dokona w tekście paru istotnych zmian, „uatrakcyjniając” go dla publiczności. Z czasem z pierwotnego scenariusza nie zostaje już nic. Do premiery jednak dochodzi. Martin spotyka na niej kilkoro duchów ze swojej przeszłości. Ale czy to nadal jest opowieść usnuta ze wspomnień Martina?
Ten dramat szkatułkowy traktuje w sposób poetycki o naturze pamięci, o wspomnieniu, przemijaniu, przewrotności losu. A także – z dużą dozą ironii – o zderzeniu idealistycznych wyobrażeń z bezwzględną machiną przemysłu filmowego.