Relacje międzyludzkie jako przestrzeń kształtowania się tożsamości to dominujący wątek w twórczości znanego chorwackiego autora. W swojej najnowszej sztuce Tomislav Zajec (ur. 1972, Zagrzeb) dokonuje refleksyjnego, lirycznego muśnięcia problemu nadużyć względem najsłabszych, ale zestawia to ciekawie z wyrazistymi, ekspresyjnymi scenami konfrontacji bohaterów. W opowieści o tożsamościach jako o społecznie uwarunkowanych konstruktach wątek centralny stanowi naruszenie bariery fizycznej drugiej, podporządkowanej i wykluczonej osoby. Ta partytura dramatyczna rozbita na trzy części (Pułapka na myszy, Korzenie, Na spalonej ziemi) ukazuje mechanizm powstawania traumy, ale też konsekwencje wykorzystywania seksualnego doświadczanego w dzieciństwie, które kładą się cieniem na późniejszych relacjach społecznych i intymnych ofiary oraz na jej samoocenie, a czasem wywołują poważne zaburzenia psychosomatyczne utrzymujące się w okresie dorosłości. Zajec zwraca jednocześnie uwagę na zjawisko tzw. wzrostu potraumatycznego, czyli możliwych pozytywnych zmian w osobowości człowieka i w jego podejściu do życia.
Proces tytułowego znikania zostaje w tekście odwrócony. Chodzi w nim o pobudzenie do działania i wyłonienie się – o możliwość rozpoznania przez ofiarę rozmiarów tragedii, która ją dotknęła, i odbudowania się jako funkcjonalna jednostka. Struktura tekstu jest nielinearna i meandryczna. Dzięki tej dynamice prezentacji fragmentarycznych odsłon dramatopisarzowi udało się doskonale zbudować napięcie. Naruszając chronologiczny porządek, Zajec stopniowo ujawnia prawdę o straszliwej zbrodni popełnionej na Marku, sześcioletnim chłopcu z uszkodzonym słuchem, a Karlo, wzorowy mąż i ojciec, wybitny naukowiec i pedagog, zostaje zdemaskowany jako przerażający seksualny drapieżnik.
Utwór otwiera list do profesora. Anonimowy nadawca nakreśla w kilku zdaniach, jak towarzyszył mu podczas badań erozji gleby na obozie naukowo-integracyjnym, po czym opisuje obrazy ich intymnych spotkań. Wychowanek postrzega ich „zabawę w znikanie” jak transakcję – skoro on sprawił profesorowi przyjemność, to teraz domaga się możliwości kontaktu i pomocy finansowej. Następuje ostre cięcie i przejście do sceny przedstawiającej przygotowania małżonków do wyjścia na uroczystą galę. Karlowi – profesorowi geologii i adresatowi przytoczonego listu – zostanie wręczona nagroda za wybitne osiągnięcia naukowe. Między nim a jego żoną Vjerą przebiega swobodna rozmowa na temat obejrzanego spektaklu, który według mężczyzny był obliczonym na efekt wyciskaczem łez, bo zastosowano w nim tanią manipulację figurami bezbronnych skrzywdzonych dzieci.
Pewnego dnia Vjera znajduje pod drzwiami niezaklejoną kopertę z tajemniczym listem (znanej nam już treści). Czyta wyznanie chłopca, ale postanawia przypieczętować milczeniem straszliwą wiedzę o swoim mężu. Kobieta nie podejmuje żadnej próby zmiany sytuacji i z ciążącym jej poczuciem winy po kilku latach umiera. Nie mogąc zaznać spokoju, pojawia się jako duch i nienawiści.
Przewinienia Karla przez lata pozostawały w ukryciu, ponieważ starannie dobierał ofiary, które nie potrafiły mu się sprzeciwić, a potem wyartykułować swojego cierpienia. Mężczyzna zdegradował wychowanków do tego stopnia, że w pewnym momencie faktycznie zgodzili się oni na własne symboliczne zniknięcie. Zajec sugestywnie przedstawia psychikę człowieka wyzbytego z emocji, które zazwyczaj funkcjonują jak wewnętrzny kompas, pozwalający podejmować właściwe decyzje moralne. Tym samym twórca uświadamia odbiorcom, ile nikczemnych występków można ukryć za fasadą solidnie zbudowanej kariery.
Dramatopisarz po raz kolejny skonstruował męskich bohaterów, którzy starają się, z różnym skutkiem, dopasować do narzuconych im ram społecznych. Karlo – uosobienie męskości hegemonialnej – skontrastowany jest z introwertycznym Markiem. Badając zależność między strukturami subiektywno-cielesnymi i obiektywno-socjalnymi autor eksponuje w tym kontekście mężczyzn, którzy żyją na krawędzi nakazów heteronormatywności. Postaci kobiece, drugoplanowe, snują natomiast swoje opowieści i oplatają główną historię spostrzeżeniami na temat kondycji ludzkiej.
Od incydentu z listem mija ponad dwadzieścia lat. Marko finalizuje doktorat i wydaje się, że w jego ustabilizowanym życiu wszystko działa jak należy. Kolejne „usterki” w zachowaniu bohatera potwierdzają jednak jego ograniczenie w nawiązywaniu oraz utrzymywaniu relacji interpersonalnych. Dowiadujemy się, że na pamiętnym obozie jako wycofany, niewidzialny społecznie dzieciak uczył się dopiero prawidłowo wypowiadać słowa. Wszczepiono mu w tym okresie implant ślimakowy, ale interwencja odbyła się dość późno, dlatego potrzebował sporo czasu, żeby dogonić zdrowych rówieśników. Właśnie ta nieporadność zwabiła Karla, który potraktował chłopca jak bezwolną zabawkę i spełniał dzięki niemu swoje lubieżne zachcianki.
Punktem kulminacyjnym jest spotkanie Karla i Marka. Świeżo upieczony doktor geologii odwiedza profesora w dniu obrony swojej rozprawy, mając nadzieję, że poruszy w nim jakąś strunę. Prowadzą zachowawczą rozmowę na bezpieczne tematy związane z ich dziedziną. Marko jest onieśmielony, czasem zwraca się do staruszka z rezerwą, odpowiada zagadkowymi frazami. Karlo próbuje przełamać tę barierę zabawnymi dygresjami i dobrymi radami kolegi po fachu. Marko w końcu wyjawia cel swojej wizyty i przywołuje epizody z przeszłości następujące po koszmarnym obozie. Na podłożu traumy relacyjnej w okresie dzieciństwa zaczęły kiełkować i rozrastać się w nim negatywne emocje. Chłopiec chciał dać im jakoś upust, co popchnęło go w stronę (auto)destrukcyjnych zachowań. Ostatnio nie był już tak pobudzony i agresywny, ale gdy stawia czoła cynicznemu oprawcy, wzbiera w nim wściekłość i żal. Marko burzy mur milczenia:
„Chciałem tylko, żeby to się skończyło, rozumie pan? Żeby przestało boleć, to wszystko. No i zniknąłem. To było wszystko, co umiałem. Sprawił pan, że zniknąłem, to pana wina i teraz nie mogę sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek w ogóle istniałem. Słyszałem już, a pan znowu wtrącił mnie w strefę ciszy. Teraz na pana patrzę, widzę pana i widzę w panu tego człowieka sprzed dwudziestu laty, ale nic nie słyszę, nie słyszę nic z tego, co pan do mnie mówi, wszystko wokół mnie jest głuche, stłumione, pozbawione dźwięku, znowu bez dźwięku, zniknąłem, i tylko pan może teraz sprawić, żebym wrócił, niech pan mnie sprowadzi z powrotem, tylko pan ma taką moc, bo ja – ”.
Wbrew jego naiwnym oczekiwaniom, profesor nie zmaga się z wyrzutami sumienia. Starszy mężczyzna bez skrupułów oznajmia, że każdy jest przestępcą w czyjejś historii. On z pokorą przyjął tę rolę i bynajmniej nie spędza mu to snu z powiek. Zdesperowany młody naukowiec wymierza Karlowi karę – w afekcie coraz mocniej bije go i kopie. To przełamanie się i oczyszczający wybuch gniewu oznacza kryzys, który pozwala wytyczyć Markowi trajektorię przemian. Dzięki poznawczemu przepracowaniu traumatycznego wydarzenia bohater dostrzega szansę na nowy początek i dochodzi do wniosku, że „to, co w życiu najważniejsze, to umieć kochać”.
Tomislav Zajec domykając sztukę sceną wymierzenia sprawiedliwości nie pociesza za wszelką cenę odbiorców i nie uwodzi ich sentymentem. Dyskusja o nadużyciach nie wymaga wprawdzie w przypadku chorwackiego świata artystycznego wytrącenia z uśpienia, ale głos Zajeca jest potrzebny i, ku zaskoczeniu czytelników, którzy śledzą jego dokonania, dość radykalny. Regionalny segment ruchu #MeToo nie był może bezpośrednią inspiracją do napisania tego utworu, ale nie bez znaczenia pozostał fakt, że zagrzebska Akademia Sztuki Dramatycznej, na której autor jest od lat wykładowcą, była wskazywana jako uczelnia z dużą liczbą doniesień o molestowaniu seksualnym, naruszeniach zasady równości płci oraz o związanych z nimi formach dyskryminacji. Bodźcem dla twórcy były też potwierdzone liczne przypadki pedofilii w chorwackim Kościele katolickim. Znikanie to zatem krytyczny komentarz, który odnosi się także do naszej rzeczywistości.
#Gabriela Abrasowicz