Na ostatek
Mistrzyni Polikarpini i Śmierszcz nazywają siebie „parą objaśniaczy” i od początku pozostają na scenie. Zapowiadają, że rodzinny dramat zbudują według dawnych zasad dramaturgii: ekspozycji, perypetii i katastrofy, przywołując Horacego, Freytaga i de Quinceya, a przy okazji komentując współczesny teatr, język, polityczną poprawność i obyczajowość. Nie są neutralnymi narratorami. Mają własne poglądy, przerywają sceny, dopowiadają ich znaczenie i stale przypominają widzowi, że uczestniczy w przedstawieniu skonstruowanym po to, aby przeprowadzić określony spór.
Bohaterami tego przedstawienia są Teodor, jego żona Judyta i matka Mirabela. Teodor jest rzeźbiarzem, który właściwie przestał tworzyć, Judyta pracuje w korporacji, Mirabela jest inżynierem chemikiem. Małżeństwo Teodora i Judyty od dawna istnieje przede wszystkim dzięki wygodzie i przyzwyczajeniu. Mieszkają w domu Mirabeli, prowadzą oddzielne życie i po kilkunastu latach bezdzietnego związku Judyta nagle postanawia zostać matką. Za decyzją stoi nie tylko pragnienie dziecka, lecz także kryzys zawodowy i świadomość zbliżającej się menopauzy. Teodor dostrzega tę kalkulację i odpowiada własnym rachunkiem krzywd: ich małżeństwo nigdy właściwie nie stało się wspólnym życiem.
Próby zajścia w ciążę odsłaniają kolejne warstwy rodzinnej historii. Judyta przyznaje, że jako młoda kobieta usunęła ciążę, ponieważ kolidowała z planowaną praktyką zagraniczną, i że zamroziła wówczas komórki jajowe na wypadek późniejszej decyzji o macierzyństwie. Mirabela odpowiada własnymi wspomnieniami o aborcjach, nieudanym małżeństwie, pracy, biedzie i doświadczeniu kobiet wcześniejszego pokolenia. Gralińska zestawia więc trzy różne biografie: kobietę, która podporządkowała życie rodzinie i pracy, kobietę, która długo odkładała macierzyństwo, oraz mężczyznę wychowanego przez zapracowaną matkę, który jako dorosły pozostał od niej ekonomicznie i emocjonalnie zależny.
Zapowiedzianą przez objaśniaczy perypetią staje się diagnoza Teodora. Badania wykonywane w związku z nieudanymi próbami zapłodnienia wykazują raka wątroby w ostatnim stadium. Teodor nie może zostać biologicznym ojcem i sam proponuje Judycie, żeby poszukała innego rozwiązania. Od tej chwili dwa pragnienia zaczynają rozwijać się równolegle: Judyta chce za wszelką cenę doprowadzić do narodzin dziecka, a Mirabela chce za wszelką cenę przedłużyć życie syna. Medycyna pozwala obu kobietom ominąć ograniczenia biologii: jedno ciało może otrzymać zarodek powstały z materiału dawcy, drugie cudzą wątrobę.
Sztuka nie przedstawia jednak tych możliwości jako neutralnych osiągnięć medycyny. Objaśniacze, Mirabela i stopniowo także Teodor prowadzą spór o to, czy człowiek zachował zdolność przyjęcia własnych granic. Mirabela pyta, czy Judyta i Teodor naprawdę potrzebują dziecka, czy potrzebują istoty, w której oczach będą przez kilka lat najważniejsi. Teodor z kolei zaczyna mówić o uporczywym przedłużaniu życia i o transplantologii jako próbie ominięcia śmierci. Rodzinna sytuacja staje się więc polem większego konfliktu między zgodą na skończoność a przekonaniem, że technologia powinna naprawić każdy brak.
Po roku obie ingerencje medyczne przynoszą skutek, ale żadna nie prowadzi do oczekiwanego szczęścia. Teodor żyje z przeszczepioną wątrobą, lecz zaczyna słyszeć głos zmarłego dawcy i nagrywa z nim rozmowy. Umieszcza je w internecie, gdzie powstaje cała społeczność ludzi przekonanych, że słyszą swoich „osobistych umarłych”. Judyta natomiast rodzi ciężko chore dziecko i oddaje je do placówki opiekuńczej. Nie chce uznać go za własne, podejrzewa pomyłkę w klinice i mówi o nim jak o rezultacie błędu technologicznego, który można oddzielić od własnej biografii.
W tym miejscu rodzinny dramat osiąga najostrzejszą postać. Judyta chce umieścić również Teodora w wyspecjalizowanym domu, ponieważ nie potrafi już z nim żyć, Mirabela zgadza się, tłumacząc, że jej obowiązki macierzyńskie także muszą kiedyś się skończyć. Trzy osoby, które wcześniej próbowały pokonać samotność za pomocą małżeństwa, dziecka, macierzyństwa, sztuki albo medycyny, ponownie zostają osobno. Konstrukcja jest celowo gorzka: Judyta zdobywa dziecko, Teodor nowe życie, Mirabela przedłużenie życia syna, lecz każda z tych zdobyczy prowadzi do następnego rozpadu.
Na ostatek jest przy tym tekstem bardzo świadomie publicystycznym. Mistrzyni Polikarpini i Śmierszcz nie pozostawiają finału bez komentarza, lecz formułują jego sens wprost: człowiek ma naturalne granice fizyczne i psychiczne, a próba ich dowolnego przekraczania prowadzi do chaosu; współczesna cywilizacja nie potrafi pogodzić się z biologią, starością i śmiercią. Teatralne napięcie powstaje więc nie tylko między Judytą, Teodorem i Mirabelą, ale również między samą historią a komentatorami, którzy bezustannie próbują narzucić jej interpretację. Dla inscenizacji kluczowe będzie właśnie to rozszczepienie: rodzinna sytuacja może działać poprzez ciało, chorobę, zależność i wzajemne pretensje, podczas gdy objaśniacze zamieniają ją na oczach widza w pole ideologicznego sporu.